Widok na Mazury w ostatnim czasie zawężył się niesamowicie…spadł śnieg i nagle z całej ogromnej przestrzeni, dostrzeganej przez mnie, jadąc drogą przecinającą puszcze, stał się widokiem na “asfalt”- bądź też, nazywając to co asfaltem być powinno ujmę to tak: ” drogą posypaną białym puchem, ujeżdżoną na prawie idealnie gładką taflę, nic, a nic nie posypaną niczym, co ułatwiałoby nam hamowanie…” oj..wiele mogłabym jeszcze napisać o tych naszych lokalnych drogach…ileż to razy brzydko nazywałam kierowcę z naprzeciwka, który jadąc nie zjeżdżał mi z drogi, albo jakimiż to epitetami obsypywałam (w myślach) panów, którzy powinni posypać jakimś piachem drogę, a tego nie zrobili…ale wiecie co? wszystko diametralnie uległo zmianie ostatnimi czasy.

Zima zawsze była moją ulubioną porą roku. Uwielbiam jak jest zimno, jak pada śnieg. Im więcej tym lepiej. Niestety, kiedy zdobyłam prawo jazdy (4 lata temu) zima okazała się być koszmarem. Z jednej strony cieszył mnie widok zza okna, który w takiej postaci niesamowicie mnie uspokaja, z drugiej jednak, pojawiał się niepokój “jak ja mam jechać po TAKIEJ drodze ponad 20 km”.
2 zimy później, strach w trakcie jazdy, przeobraził się, w niemalże niekończącą się podróż. Po prostu, stres ustąpił, a w to miejsce pojawiło się znudzenie: prosta droga, w koło tylko drzewa, a ja mam uważać, żeby samochodem nie machnęło. I (odpukać) nie machało. Być może dlatego, że w takich warunkach rajdowcem to ja nie jestem. Nie będę pisać z jaką prędkością się poruszam- napiszę tylko, że grzecznie zjeżdżam na pobocze, jak ktoś chce mnie wyprzedzić.
Tej zimy postanowiłam podejść do sparwy nieco inaczej. Skoro i tak jadę z prędkością żółwia, to może wkońcu podniosę wzrok z tego “asfaltu” i rozejrzę się wkoło.
Tegoroczna zima przyszła późno, ale wejście miała fenomenalne. Wszystko wkoło wygląda poprostu bajkowo. Teraz jadąc, delektuję się tym widokiem. Wszystkie drzewa są grubo pokryte śniegiem, świerki prezentują się najpiękniej. Są takie skulone pod śniegiem, jakby skrywały jakąś tajemnicę… Niezwykle wygląda to zwłaszcza “rano”, czyli godzina ok. 6:30,kiedy to do pracy jadę. Jest jeszcze wtedy ciemno, a światła samochodu oświetlają te drzewa, które niemalże wchodzą na asfalt…
Naprawdę jest pięknie.
ps. Panom drogowcom należy się pochwała…ostatnio zaczęli sypać piach!
Przyjęłam zasadę, że nie będę się przejmować tym na co nie mam wpływu i staram sie jeszcze z tego czerpać korzyści (bardzo mi się one podobają)…



























